Walka o piękną cerę – moja historia

Dziś mały przerywnik od postów modowych. Już dawno nie podejmowałam na blogu tematu pielęgnacji cery. Dlaczego? Dlatego, że w tym temacie zdałam się na pomoc specjalistów. Temat pielęgnacji cery problematycznej jest bardzo indywidualny i doświadczenie pokazało mi, że specjalistyczna pomoc jest najlepszą pomocą. Opiszę Wam więc dziś moją historię, w której nie podam nazw produktów, których używam. Jakiś czas temu myślałam, że moja skóra tak zwariowała, że nigdy już nie wygram walki o idealną cerę. Myliłam się. Jeżeli walczycie z różnymi problemami skórnymi i tracicie cierpliwość ten post jest dla Was.

Aktualny stan mojej cery. Na buzi mam lekki podkład, który zakrył resztki przebarwień. Trądzik występuje sporadycznie. Zdjęcia mają nałożony lekki filter w Light Room’ie, ale cera nie została poddana retuszowi.

(Zanim przejdę do rzeczy mały komentarz do załączonych zdjęć. Nie mam zdjęć z czasów atopowego zapalenia skóry. Nie zrobiłam też zdjęć w momencie kiedy mój trądzik osiągnął apogeum. Nie żałuję, że nie mam takich fotografii. Nie potrzebuję takich “pamiątek”. Mam za to zdjęcia z czasów, kiedy mój trądzik był w średnim stadium zaawansowania i mam zdjęcia przebarwień, które Wam udostępniam jako zdjęcia poglądowe. Możecie wierzyć lub nie, ale te zdjęcia to nic w porównaniu z tym jak moja cera momentami wyglądała.)

Na początku chciałabym wspomnieć o tym, że jako nastolatka cieszyłam się (prawie) zawsze idealną cerą. Nie miałam trądziku, pękających naczynek, zaczerwienienia i przebarwień. Na przestrzeni lat moja cera zmieniła się jednak bardzo, doprowadzając mnie momentami do rozpaczy i płaczu. To niesamowite jak szybko nasza skóra reaguje na otaczające nas warunki, jak reaguje na zmiany w życiu, stres, jedzenie lub używane kosmetyki. Jedynym moim “problemem” w przeszłości były lekkie zaskórniki i atopowe zapalenie skóry, nad którym można zapanować, jeśli się tylko wie co jest jego przyczyną. Wszystko zmieniło się kilka lat temu. Dużo stresu, nieodpowiednia ilość snu, niezdrowe jedzenie odbiły się bardzo mocno na stanie mojej cery. Pory zaczęły się rozszerzać, a skóra zrobiła się szara. Do tego doszła burza hormonalna, która sprezentowała mojej suchej skórze trądzik. Do tamtego momentu nie wiedziałam, że sucha skóra też może mieć trądzik. Zawsze ta dolegliwość kojarzyła mi się ze skórą tłustą, która wytwarza dużo sebum. Niemniej jednak trądzik zaskutkował przebarwieniami, a w dodatku źle dobrana pielęgnacja spowodowała permanentny lekki rumień na mojej buzi. Tym samym w pewnym momencie miałam pełny pakiet dolegliwości skórnych razem z atopowym zapaleniem skóry na czele. Moja skóra wyglądała źle. Była czerwona i bardzo sucha na oczach i pod oczami od atopii, miała trądzik na policzkach i brodzie, czerwone placki na nosie i w jego okolicach. Nie wiedziałam dlaczego moja cera tak reagowała co doprowadzało mnie do rozpaczy. Siedziałam w domu i płakałam. Nie wiem ilu dermatologów odwiedziłam w przeciągu dwóch lat. Zarówno w Polsce i w Niemczech nikt nie wiedział dlaczego mam tak silne atopowe zapalenie skóry, a ratunkiem lekarzy na trądzik było przypisanie antybiotyku doustnego, który działał kilka dni, a po zaprzestaniu jego stosowania wszystko wracało do punktu wyjścia. Wmawiano mi, że trądzika o podłożu hormonalnym nie da się pokonać. Moja historia pokazuje, że się da – trzeba tylko wiedzieć jakich produktów używać.

Jako nastolatka i nawet w trakcie studiów dostawałam masę komplementów o stanie mojej cery, a jak ktoś pytał mnie o receptę na idealną cerę, moją odpowiedzią było tylko wzniesienie ramion. Moja pielęgnacja sprowadzała się wtedy tylko do żelu oczyszczającego do skóry atopowej i mocno nawilżającego kremu. Z biegiem czasu zaczęłam urozmaicać moje kosmetyki pielęgnacyjne o nowości wyszperane na blogach pielęgnacyjnych w internecie. Był to jeden ogromny błąd. Dlaczego? Dlatego, że to co sprawdziło się w przypadku jednej osoby, nie musi się sprawdzić w przypadku drugiej. Wiele blogerek recenzujących kosmetyki ma ogromną wiedzę, jednak nie mają one profesjonalnej chemicznej i medycznej wiedzy. W praktyce często jest tak, że wielu kosmetyków nie powinno się ze sobą mieszać, o czym bardzo mało osób wie. Błędy pielęgnacyjne były jednak tylko ułamkiem moich problemów. Atopowe zapalenie skóry było moją zmorą. Cerę atopową miałam zawsze. Zawsze jednak umiałam nad atopią zapanować i wyeliminować ogniska zapalne w ciągu kilku dni. Dotychczasowe sztuczki jednak nie przynosiły tym razem rezultatów i w pewnym momencie miałam atopię na oczach, nogach, rękach, plecach i brzuchu. Doszło do tego, że w nocy nie mogłam spać lub budziłam się co godzinę ze łzami w oczach bo skóra tak bardzo swędziała. Lekarze przypisywali mi kortyzon i liczyli na to, że samo przejdzie. Jeden lekarz pobrał próbkę mojej skóry bo myślał, że to jakaś bakteria, ale testy nic nie wykazały. W końcu lekarstwem na atopię okazała się być przeprowadzka…

Kiedy po wielu latach powróciło moje zapalenie skóry byłam w szoku. Nie wiedziałam co się dzieje i nie wiedziałam dlaczego stare metody walczenia z nim nie działają. W tamtym czasie bardzo mocno padało niemalże przez dwa miesiące. Ulewy w regionie, w którym mieszkałam były dzień w dzień, a specyfika miasta w którym mieszkałam przypomina starożytny grecki teatr gdzie scena jest na dole, a widownia siedzi dookoła na co raz to wyższych poziomach. Centrum tego miasteczka też znajdowało się na samym dole, a wszystkie budynki znajdowały się na górkach otaczających centrum. Ja mieszkałam bardzo blisko centrum, co oznaczało, że mój domek był na dużo niższej wysokości, niż pozostałe. Padający deszcz spływał więc stale w kierunku centrum. Woda osadzała się w stromych uliczkach z dużą ilością zieleni (dokładnie jak moja). Przyszło lato, które nadal było deszczowe, później jesień i zima, a moje problemy z atopią nie ustawały. Kolejnej wiosny wyczułam w budynku specyficzny zapach PLEŚNI. Okazało się, że bardzo deszczowa wiosna i lato z poprzedniego roku pozostawiły po sobie pamiątki w postaci pleśni, o której nikt nie miał pojęcia. Podczas tego deszczowego roku nie było oznak wilgoci w budynku, nie śmierdziało, aż do czasu kolejnej wiosny. Odkrycie to zbiegło się z moją przeprowadzką. W nowym mieszkaniu o dziwo moja skóra zregenerowała się w ciągu kilku tygodni. Atopowe zapalenie skóry ustało jak po dotknięciu magiczną różdżką. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że to właśnie pleśń w domku wielorodzinnym, w którym mieszkałam była przyczyną części moich problemów. Zrozumiałam dopiero kiedy trzy miesiące później oddawałam stare mieszkanie. Nie odwiedzałam go przez tak długi czas bo przeprowadziłam się do innego miasta, a że miałam bardzo długi okres wypowiedzenia trochę to trwało zanim ostatecznie oddałam klucze. Procedura zdania mieszkania trwała może godzinę, po której atopia powróciła w mgnieniu oka i ustała też bardzo szybko bez konieczności używania kortyzonu. Ostatecznie okazało się, że to silna alergia na pleśń była przyczyną mojego ogromnego problemu. Mimo, że była ona niewidoczna i niewyczuwalna w budynku to organizm i tak ją odczuwał i tak na nią reagował. To niesamowite jak bardzo szybko nasz organizm wysyła sygnały, że coś jest nie tak. Minęło już trochę czasu od tamtej przeprowadzki, a ja nie miałam ani razu problemu z atopią od tamtego czasu. Jeden problem rozwiązał się sam. Nie potrzebne mi były te wszystkie maści i antybiotyki. Wystarczyło zmienić mieszkanie. To nauczka na przyszłość. Jeżeli w przyszłości mój organizm będzie mi dawał sygnały, że coś jest nie tak, a lekarz przypisze mi tylko kortyzon, który działa powierzchownie i nie będzie zainteresowany zrozumieniem problemu opuszczę gabinet bez słowa. Nie mam zamiaru płacić nigdy więcej za konsultacje lekarskie, które są tylko wypisaniem recepty. Wystarczyło zrobić tylko testy na możliwe alergie i moja męka nie trwałaby tak długo. Przez 1,5 roku chodziłam po ulicy jak panda z czerwonymi, suchymi obwódkami dookoła oczu. Spódnice i szorty nosiłam tylko wtedy jeśli przez kilka dni wcześniej smarowałam moją skórę antybiotykami, aby jakoś wyglądała, co nawet i wtedy niekoniecznie pomagało, a w nocy nie mogłam spać bo całe ciało piekło mnie i swędziało. Tragedia.

Po pokonaniu atopii nastał czas na walkę z trądzikiem i zaczerwieniami. Pisałam już, że wizyty u dermatologów nie przynosiły skutków. Postanowiłam jednak jeszcze raz spróbować. Poszukałam również kogoś, kto zna się na doborze pielęgnacji. Na konsultację zabrałam ze sobą listę używanych kosmetyków. Część z nich była w porządku, część okazała się być marketingowym śmieciem. Były to bardzo drogie kremy używane przez wiele osób i polecane bardzo mocno w internecie 😉 . Niestety te oto kremy są bardzo mocno perfumowane, co powoduje mocne podrażnienie wrażliwej cery (uwaga! kremy zostały stworzone dla cery wrażliwej! porażka). Innym przykładem było serum z witaminą C jednej z popularnych marek. Okazało się, że witamina C to nie zawsze ta sama witamina C. Różne sposoby jej przetworzenia, mogą różnie wpływać na skórę. Tak więc po indywidualnym dobraniu pielęgnacji postanowiłam jej się restrykcyjnie trzymać. Pierwsze efekty zauważyłam po około dwóch miesiącach. Trądzik i bomby podskórne wydawały się być pod kontrolą, a rumień zaczął znikać. Od dermatologa dostałam tym razem tylko żel, który miał za zadanie przyspieszyć gojenie mocnych stanów zapalnych. Po kilku miesiącach trądzik ustał w 80%. Pojawił się jednak nowy problem. Przebarwienia i blizny. Walka o piękną cerę wydawała się być niekończącą się historią. Przyszedł więc czas na zmianę pielęgnacji. Tym razem dostałam inny rodzaj witaminy C, serum z retinolem i kilka innych kosmetyków (PS. jeżeli używacie retinolu także radziłam bym się z kimś skonsultować. Retinol występuje w różnych stężeniach. Po drugie to, że retinol jest w składzie jednego kosmetyku i rzeczywiście Wam pomaga, nie oznacza, że jeżeli sięgniecie po inny kosmetyk z nim w składzie to także Wam pomoże), Oczywiście na każdym etapie walki używałam (i stale używam) także wysokiego SPF.

Moja cera po opanowaniu największych stanów zapalnych (zdjęcie na górze po lewej i oba zdjęcia po prawej) oraz przebarwienia w okolicach brody. Większe przebarwienie po prawej stronie ust mam do dziś, ale jest już dużo mniej widoczne. Zdjęcia nie były obrabiane.

Kiedy już wydawało mi się, że wychodzę na prostą udałam się na zabieg HydraFacial, który jest bombowy, o ile jest dobrze wykonany. Moja przygoda z HydraFacial zaczęła się dobrze. Pani, która wykonywała zabieg zna go od podszewki i zabieg wykonała wzorowo. Na kolejne zabiegi poszłam już gdzie indziej (ze względu na odległość – pierwszy był wykonany w PL) i początkowo było także w porządku, aż do czasu kiedy po jednym z zabiegów moja cera przeżyła załamanie. W trakcie tego zabiegu Pani zapomniała o higienie i przebiła (celowo) mój mały stan zapalny na policzku, który na podrażnionej kwasami skórze rozniósł się na niemalże całą twarz! Moja złość nie miała wtedy końca i na szczęście miałam jeszcze w domu końcówki maści, które przypisała mi kilka miesięcy wcześniej dermatolog. Zapalenie udało mi się opanować, a ja dostałam nauczkę, aby chodzić na zabiegi upiększające tylko i wyłącznie do osób, które w temacie pielęgnacji są mądrzejsze ode mnie. Bądź co bądź ostatnie lata bardzo dużo mnie nauczyły i moja profesjonalna wiedza bardzo mocno się poprawiła. Nigdy, ale to nigdy zwykłe stany ropne nie powinny być przebijane w trakcie zabiegów. Znalazłam więc metodę jak uniknąć przykrych niespodzianek. Obecnie zanim pozwolę się komuś nowemu dobrać do mojej cery zawsze idę na wcześniejszą konsultację. Jeżeli widzę, że osoba ta ma pojęcie o tym jak prawidłowo dbać o cerę i jej gabinet jest sterylny to wzbudza moje zaufanie. Jeżeli jednak zaczyna mi wmawiać, że wszystko co do tej pory używam nie nadaje się dla mnie i zaczyna mi opowiadać jakie w rzeczywistości moja cera ma problemy – odchodzę. W tym temacie jestem już zimna jak lód. Nie interesują mnie osoby, które tylko i wyłącznie chcą na mnie zarobić. Szukam profesjonalistów, którzy będą moją cerę traktować w taki sposób, jakby to była ich skóra.

Moja cera rok temu po kilku miesiącach stosowania indywidualnie dobranej pielęgnacji i kilku pielęgnacyjnych zabiegach na twarz poleconych przez tę samą osobę. Na buzi mam nałożony bardzo jasny brązer, róż i rozświetlacz – podkładu brak. Na brodzie (i tylko na brodzie) korektor. Zdjęcia nie były obrabiane, a cera nie była retuszowana.

Po tym nieudanym zabiegu udałam się do innej osoby na HydraFacial. Trafiłam na bardzo miłą i PROFESJONALNĄ Panią, która dodatkowo dokonała analizy mojej cery. Moja skóra na twarzy w tamtym czasie wymagała małych zmian pielęgnacyjnych. Miałam wrażenie, że od tych wszystkich witamin i kwasów brakuje mojej cerze wody, co potwierdziła również Pani kosmetyczka informując mnie, że moja cera jest odwodniona. Jej analiza i podejście do klientek wywarło na mnie wrażenie i postanowiłam spróbować dwóch nowych produktów, które mi poleciła. Byłam początkowo bardzo sceptyczna do jednego z nich, ale dałam mu szansę. I wiecie co? Od roku jest moim ulubieńcem w kosmetyczce. Krem/żel ten w dodatku nie ma żadnych wrażliwych składników jak kwasy czy retinol.

Moja cera obecnie nadal nie jest idealna. Nadal mam przebarwienia i nadal pojawia się u mnie czasem lekki trądzik spowodowany hormonami. Nie jest on jednak tak mocny jak kilka lat temu. Nauczyłam się jednak obserwować moją skórę i słuchać sygnałów, które mi daje. Kilka tygodni temu zauważyłam, że serum z retinolem nakładane na buzię ostatnio nie daje takich efektów mojej cerze jak wcześniej. Mimo używanej dobranej do mojej cery witaminy C i retinolu moja cera była szara i zmęczona. Postanowiłam odstawić te produkty i stosować tylko lekkie serum odmładzające, krem nawilżający i jak zwykle SPF. Moja cera zaczęła znowu odżywać. Promienieje do tego stopnia, że nawet po 12 godzinach w drodze, kiedy patrzę w lustro moja skóra wygląda jak by była dopiero 10 rano. Myślę, że po tylu przygodach w końcu znalazłam instrukcję obsługi mojej nowej, dojrzalszej cery.

Podsumowując moje największe NIE, których nauczyły mnie ostatnie lata:

  • nie staraj się być mądrzejsza od profesjonalistów w swojej dziedzinie – tak, są ludzie na tym świecie, którzy lepiej znają się na pielęgnacji niż Ty
  • nie czytaj płatnych recenzji i wykupionych pozytywnych komentarzy na blogach i forach
  • nie kupuj masy kosmetyków tylko dlatego, bo u kogoś innego one się sprawdziły – szanuj swój portfel i swoją skórę
  • nie ufaj stwierdzeniom typu “skład ten sam, działanie to samo”. To, że składy są takie same, to nie oznacza, że proporcje są też takie same lub stężenia kwasów/witamin są takie same
  • skóra to nie martwa materia, nie zniesie wszystkiego. Nie eksperymentuj, jeżeli nie znasz przyczyny problemu
  • nie ufaj “lekarzom”, którzy nie są zainteresowani dotarciem do przyczyny problemu, a skupiają się raczej na skutkach licząc na to, że ich diagnoza jest trafna. Ostatecznie to Twoje zdrowie, nie ich. Twoja wątroba zacznie się buntować, nie ich. Oni będą spać spokojnie, a Ty nadal zostaniesz z problemem
  • nie używaj co raz to silniejszych kosmetyków, jeżeli poprzedni set się nie sprawdził. Trądzik nie oznacza, że trzeba skórę mocniej oczyszczać, a sucha skóra nie oznacza, że trzeba używać najtłustszych kremów świata
  • nie zmieniaj kosmetyków co tydzień
  • nie rozdrapuj stanów zapalnych

A najważniejsze TAK:

  • Nigdy, ale to NIGDY się nie poddawaj. Walka o piękną cerą nie jest łatwa, ale można ją wygrać

Jeszcze raz podkreślę – w poście tym celowo nie podaję nazw produktów. To, że mi pewne produkty pomogły, nie oznacza, że pomogą i Tobie. To, że mi pewne produkty zaszkodziły nie oznacza, że i Tobie zaszkodzą. Jesteśmy inni, więc moja i Twoja cera mają różne potrzeby. Jeżeli masz podobne problemy do moich (rumień, trądzik hormonalny, zaskórniki, rozszerzone pory) to udaj się do specjalisty (prawdziwego specjalisty 😉 ) na profesjonalną konsultację. Mój przykład pokazuje, że warto.

Share:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *