Tajemnicza historia mojej szarej marynarki Balmain

Pierwsze dni wiosny i iście wiosennej pogody za nami. Dla mnie słońce i temperatura powyżej dziesięciu stopni oznacza jedno. Czas na marynarki, balerinki i “ripped jeans”. Pomimo, że dziś słońca bark i zdjęcia tym razem są szare i ponure to mogę zagwarantować Wam, że nie przesadziłam i jest mi dość ciepło 🙂 .

Ubrana w luźne jeansy, t-shirt i marynarkę wybrałam się do Ikei po nową komodę. Przyznam, że dzisiejsza wizyta w Ikei była moją najlepszą. Byłam tam właściwie jeszcze przed oficjalnym otwarciem. Nie było masy przepychających się i krzyczących ludzi. Było za to cicho i spokojnie. Większość klientów siedziała jeszcze w restauracji i jadła śniadania, a ja w tym czasie zwinnie kupiłam to co chciałam. Zanim zabiorę się za składanie komody opowiem Wam o tej marynarce Balmain.

Zapewne wiecie, że każda marynarka Balmain ma wszyte bardzo grube poduszki, ale czy każda marynarka ma dokładnie taką samą grubość poduszek? Nie 😉 . Wszystko zależy od modelu.

Ja mam dwie marynarki Balmain. Tę szarą i drugą granatową (klik) z klasycznej kolekcji. Na pierwszy rzut oka obie wyglądają tak samo, ale tak na prawdę są inne. Marynarka, którą dziś mam na sobie jest nieco krótsza od tej z klasycznej kolekcji (spójrzcie na to jak dużo materiału pod kieszeniami ma granatowa, a jak mało szara), ma ona też dużo bardziej wypchane ramiona poduszkami. Albo miała… 😉 . Podczas gdy granatowa ma poduszki o grubości około 2,5 cm, to szara miała ponad 5 cm co bardzo mi się nie podobało. Chciałam mieć jednak tę marynarkę i postanowiłam zabawić się w Macgyver’a (pamiętacie ten film 😉 ? ). Rozprułam podszewkę, odprułam poduszki, wyciągnęłam ponad połowę materiału wypychającego ramiona, a na sam koniec moja mama zszyła podszewkę. I tak oto mam dwie marynarki o takiej samej grubości poduszek.

Moja mama na początku nie chciała nawet się przyglądać temu jak rozwalam marynarkę za tyle pieniędzy. Mi odwagi nie brakuje i kiedy mam w głowie jakiś pomysł, i w dodatku potrafię go dokładnie zwizualować, to chyba nic nie powstrzyma przed działaniem. Na sam koniec wyszło idealnie. Ramiona są równe i dużo lepiej pasują do mojego typu figury.

Ta historia ma chyba dwie puenty. Po pierwsze – nawet drogie rzeczy nie są idealne. Po drugie – nie należy się bać podążać za własną wizją 😉 .

Miłego dnia!

Share:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *