Moje zasady mądrego kompletowania szafy

Dziś nieco inaczej niż pierwotnie planowałam, jeszcze jeden artykuł wprowadzający do mądrego zarządzania pieniędzmi w trakcie robienia zakupów ubrań. Dzisiejszy artykuł dla większości z Was zapewne będzie oczywistością, co tak na prawdę bardzo mnie cieszy. Mimo wszystko zanim zacznę omawiać szczegółowo jak zarządzam moim budżetem, ważne jest dla mnie aby każdy kto przeczyta kolejny artykuł (który będzie dość szczegółowy i niestety będzie też zawierał fachowe słownictwo) miał pełne zrozumienie mojego podejścia. A więc do rzeczy.

Pierwszą zasadą jest dla mnie sprecyzowanie jaki jest mój obecny styl i czy chciałabym w nim coś zmienić. Mój styl jest dość łatwy w sprecyzowaniu. Klasyka połączona ze street style. Lubię proste rzeczy, bądź takie które dodają całej stylizacji nieco uroku. Dozwolone są więc mocno taliowane koszule i marynarki, delikatna biżuteria, paski, szpilki (najlepiej nie wyższe niż 7,5 cm), balerinki, jeansy… lista pewnie mogłaby być dłuższa. Ulubione kolory to biel, beż, szarość, delikatny róż, czerń, granat. Jeżeli chciałabym w moim stylu cos zmienić bądź ulepszyć, definiuje co dokładnie miałoby ulec zmianie. Powinnam dodać dodatkowe kolory? Dodać więcej sportowych rzeczy? Dodać więcej sukienek? A może przeciwnie postawić na bardziej stonowane ubrania? Przez wiele lat nic nie zmieniałam w moim stylu. W tym roku stwierdziłam jednak, że czas na delikatne urozmaicenie. I postanowiłam dodać kilka nowych dodatków jak odważniejsza biżuteria, nieco koloru. Takie rzeczy definiuję z góry, po to aby móc dokładnie zaplanować co będzie mi potrzebne.

Drugą i najważniejszą zasadą jaką się kieruję jest odpowiednie planowanie i dyscyplina. Nie lubię przypadkowych i drogich zakupów. Zazwyczaj kończy się to dla mnie niekontrolowanym odpływem gotówki lub wydaniem pieniędzy w momencie, w którym miałam inne plany lub zwyczajnie nie mogłam sobie na to pozwolić. Zamiast spontanicznych, drogich zakupów, planuję dokładnie z góry jaki jest mój cel, co chciałabym najbardziej mieć, co mi się najbardziej przyda i kiedy jest najlepszy moment na zakup danej rzeczy. W procesie planowania ważne jes dla mnie to, aby moje założenia były dla mnie jak najbardziej realistyczne. Z góry określam jakie są moje priorytety, czego najbardziej potrzebuję i jaki będę mieć budżet na zakupy. Przy określaniu budżetu jest dla mnie jasne, że nie wydam całych moich oszczędności na buty i torebki. Zazwyczaj określam jakiś procent i bardzo restrykcyjnie się go trzymam. Jeżeli nie wystarczy mi na wszystko co bym chciała, nie robię z tego wielkiej tragedii. Dla mnie są to tylko materialne rzeczy, które co prawda cieszą oczy, ale nie ułatwiają mi mojego codziennego życia w nie wiadomo jaki sposób. Nie w tym roku to w kolejnym. Życie toczy się dalej i notabene są o wiele ważniejsze rzeczy w życiu niż dylemat skąd wziąć pieniądze na nowe buty (o ile masz inne buty do chodzenia).

Trzecią zasadą jest stawianie na jakość, a nie na ilość (zasada tak oczywista!). Wbrew pozorom nie wiąże się to zawsze z kupowaniem najdroższych rzeczy. Nawet najdroższe rzeczy są czasami bardzo słabej jakości, dlatego staram się kupować z głową. Wiem, że nie warto wydawać pieniędzy na rzeczy wykonane z plastiku. Jeżeli widzę bluzke wykonaną z poliestru (którego nie znoszę) automatycznie rezygnuję z zakupu. Nie ważne czy kosztuje ona 1000 zł, czy 5 zł. Nawet jest jest to tylko 5 zł, to wolę odłożyć te pieniądze na coś lepszego. 

Czy zdarzają mi się odstępstwa od moich zasad? Tak. Mimo wszystko uważam, że czasem warto postawić na spontaniczny zakup. Bardzo często właśnie spontanicznie znajduję najładniejsze rzeczy. Są to jednak rzeczy, które nie zrujnują mojego budżetu i na prawdę dobre okazje, jak super jeansy na wyprzedaży albo świetny sweter. Okazją nie jest dla mnie jednak zakup torebki przecenionej z 1000 euro na 800. Może byłby to niezły deal, gdyby ta torebka znajdowała się na mojej wish liście.

Odnośnie drogich rzeczy. Mimo, że staram się planować w jakich momentach je zakupię to zachowuję sobie pewien stopień elastyczności. Wiem, jaką marżę mają nie tylko producenci, ale również re-sellerzy (jak np. Net-a-Porter). Od czasu do czasu zdarzają się akcje rabatowe, z których chętnie korzystam. Nie widzę sensu kupowania czegoś w pełnej cenie, jeżeli jest możliwość kupienia taniej. Uwierzcie mi – nawet jak rzeczy są przecenione to i tak sklep na nich zarobi. Są pewne marki, które praktycznie nie przeceniają swoich rzeczy, a przynajmniej nie przeceniają swoich regularnych kolekcji. W takim wypadku nie pozostaje nic innego niż zapłata pełnej kwoty.

I to by było na tyle jeżeli chodzi o moje najważniejsze zasady. Nie są skomplikowane, ale mimo wszystko są tak trudne do przestrzegania. W kolejnych wpisach przejdę już do rzeczy i pokażę jak wyliczam budżet na ubrania, powiem jakich rzeczy kategorycznie nie kupuję (mimo, że wszyscy dookoła je mają 😉 ) i napiszę o przykładach rzeczy, na które warto wydać więcej.

Share:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

2 Comments

  1. Karolina
    March 19, 2019 / 8:52 pm

    Bardzo potrzebny post i temat, w dobie instagramu każdy chce mieć Chanelkę, szpilki od Louboutina i inne cuda, moja znajoma bierze na te rzeczy regularnie kredyty, co uważam za dość zabawne. Sama też uległam kiedyś temu pędowi, skończyłam z 5 parami Louboutinów z czego uwaga – w ani jednej nie potrafiłam ujść więcej niż 10 metrów… Także dziękuję Ci za ten post i czekam na kolejne z serii <3

    • D.
      Author
      March 20, 2019 / 6:29 am

      Dziękuję bardzo! Będzie więcej bo temat jest bardzo ważny. Finanse to moja dziedzina i aż mi przykro kiedy ludzie się zadłużają (i zatracają) po to aby kupić nowe buty, torebkę lub masę niepotrzebnych kosmetyków.